ZIELONA ENERGIA

Aby sprawdzić, jak mało przemyślana jest polityka środowiskowa (w Polsce oczywiście), wystarczy przeczytać ostatnie (z kwietnia 2020 roku!) Rozporządzenie Ministra Klimatu dotyczące wykazu cen, jakie nasze Państwo chce zapłacić wytwórcom „zielonej energii”.

Mamy tam 34 różne oferty dla nowych instalacji i kolejne 34 dla instalacji zmodernizowanych. Razem 68 propozycji… Gorzej być nie może.

Po co taki skomplikowany system? Gdzie tu motywacja do działania i inwestowania?

Oferta zaczyna się od biogazu. No ale czym się różni biogaz odzyskany z wysypisk śmieci czy oczyszczalni ścieków od biogazu od rolnika?
NICZYM! To zawsze jest ten sam biogaz! Ale kilkanaście różnych cen! Od 420 zł/MWh za energię z biogazu z oczyszczalni ścieków do 760 zł/MWh za energię z biogazu od rolnika!

A pozostałe źródła? Od 250 zł/MWh za energię z wiatru do 340 zł/MWh za energię ze słońca!

Gdzie tutaj są proste rozwiązania systemowe mające uzdrowić naszą gospodarkę energetyczną i klimatyczną?

Wystarczyłoby określić jedną cenę za „zieloną energię” od wszystkich i dla wszystkich.

Ja rozumiem, że instalacje produkujące „zieloną energię” z odpadów i ścieków muszą ponieść wyższe koszty inwestycyjne, ale obywatele płacą im przecież za odbiór tych odpadów i ich zagospodarowanie. To im rekompensuje wyższe nakłady inwestycyjne. Słońce i wiatr mamy za darmo – tym inwestorom nikt nie płaci za źródło do produkcji tej energii, więc i koszty inwestycyjne mogą mieć niższe. Bilansuje się przecież to. Normalne?

Niech nasi operatorzy (PGE, Tauron, Enea i inni) odbiorą tą „zieloną energię”, pobiorą swoje opłaty i marże i skierują ją do swoich odbiorców. A państwo niech dofinansuje jej produkcję i przede wszystkim modernizację sieci przesyłowych, zamiast płacić za leczenie śmiertelnie zagrożonych ludzi wdychających to zabójcze powietrze!

Proste? A my wymieniamy „kopciuchy” na nowe, ale również paleniskowe… Mniej śmierdzące! Dlaczego nie na pompy ciepła???

Zostawmy paleniska profesjonalistom! To oni są odpowiedzialni za emisje na swoich kominach. Niech spalają nasze odpady, bo mają (muszą mieć) zaawansowane systemy doczyszczania spalin z bardzo restrykcyjnymi ograniczeniami. I dodatkowo monitorowanymi „on-line”. Jeżeli nie da się już nic odzyskać z naszych odpadów – to właśnie oni zrobią z nimi właściwy, użytek odzyskując energię. „Zieloną energię” !

A co nasza polityka środowiskowa na to?

Otóż znowu komplikacje! Została stworzona tzw. Lista ministerialna – czyli to minister ma zadecydować, czy i gdzie może powstać instalacja (spalarnia) „robiąca porządek” z naszymi odpadami…

Idę o zakład, że każdy inwestor i zdroworozsądkowy ekolog chętnie zaprosi „na kawę” ministra, aby skierować jego uznanie na instalację, która gdzieś tam jest im niezbędna lub uzasadniona ekonomicznie bądź środowiskowo… Czyli aby nasza planowana instalacja (inwestycja) znalazła się na tzw. Liście Ministerialnej — wszystko zależy od uznania p. ministra. Jak w komunie! To przecież fachowcy (energetycy, operatorzy od naszych odpadów, samorządowcy i w końcu inwestorzy) wiedzą najlepiej, gdzie i jaka instalacja jest potrzebna. Bez konieczności zdobywania uznania w oczach ministra. Ministra (z całym szacunkiem dla Urzędu i Człowieka) – często z innym wykształceniem i nierozumiejącego alarmowego stanu, w jakim się znalazło nasze środowisko.

Kolejny przykład – fotowoltaika. Tutaj pojawiło się już „światełko” w tunelu, ale?

Pierwsze propozycje naszej polityki środowiskowej idą w dobrym kierunku, ale znowu z ograniczeniami.

  1. Mamy podział na gospodarstwa domowe i przedsiębiorców. Instalacje do 10KWp i do 50KWp.
  2. Od 19 września 2020 roku wchodzi ustawowy obowiązek dopuszczenia instalacji fotowoltaicznej o zainstalowanej mocy powyżej 6,5 kWp przez osobę z uprawnieniami ppoż. Konia z rzędem temu, kto mi wyjaśni – po pierwsze – dlaczego w ogóle? O pożarach na składowiskach odpadów – słyszeliśmy wszyscy, ale o pożarach spowodowanych instalacjami fotowoltaicznymi nie słyszałem częściej niż o zwykłych pożarach! A tak naprawdę – to nigdy nie słyszałem. A po drugie – dlaczego od 6,5kWp, a nie na przykład od 10 lub 50 kWp? Skoro ustalono już dwa limity, to wprowadzanie trzeciego jest jaskrawym przykładem kompletnie nieprzyjaznej polityki środowiskowej!

Operatorzy energetyczni (sieciowi) inkasują 20% lub 30% za pośrednictwo. Czyli wyprodukowaliśmy i wprowadziliśmy do sieci energetycznej np. 10.000 kWh „zielonej energii” to możemy odebrać sobie z sieci „za darmo” w porze nocnej bądź w zimie – 8.000 kWh w przypadku „Kowalskiego” i 7.000 kWh w przypadku przedsiębiorcy. Czyli bardzo elastyczny i akceptowalny cenowo wirtualny magazyn energii. Super!

Interes prosty i zrozumiały. Fotowoltaika ruszyła. Wydaje się ok, ale nie jest ok, bo znowu zamiast prostych rozwiązań – ograniczenia. Ktoś w Rządzie naciska gaz, ale jednocześnie trzyma naciśnięty hamulec.

  • Dlaczego powyżej limitu 6,5 kWp konieczny odbiór przeciwpożarowy? Skąd strażacy mają brać wytyczne, skoro ich nie ma? Z Niemiec czy innego kraju? Czy to przyspieszy rozwój produkcji „zielonej energii” czy spowolni? Czy skomplikuje prosty system, czy zachęci Kowalskiego do inwestycji? Czy trzeba będzie wyszkolić i zatrudnić całą rzeszę specjalistów od pożarnictwa w zakresie fotowoltaiki? Czy dotychczasowe przepisy ppoż są niewystarczające?
  • I dlaczego przedsiębiorcom (do 50kWp) chce się zabrać 30% ? Przecież oni więcej produkują „zielonej energii”! I jeszcze dodatkowo sami ją zużywają, nie pobierając z sieci „czarnej energii”!
I dlaczego nasi operatorzy energetyczni ustawiają nas w tych grupach, bazując na mocy zainstalowanej w panelach fotowoltaicznych, a nie w mocy na wyjściu inwertera? Przecież to inwerter decyduje jaką ilość energii wysyłamy do sieci! Jeżeli Mr. Kowalski chce mieć bardziej efektywną instalację — to przewymiaruje ją odpowiednio, ale zainstaluje inwerter o mocy np. 10 kWp czy 50 kWp i to ograniczona moc inwertera będzie decydowała, do jakiej grupy operator ma nas zaliczyć!
 
Bo mając przewymiarowaną moc paneli fotowoltaicznych w naszych instalacjach słonecznych — w dni pochmurne będziemy produkowali więcej energii, a w bardziej słoneczne — inwerter ograniczy wysyłaną moc do 10 kWp lub 50 kWp ! Sam korzyści — dla sieci — bo więcej „Zielonej energii” w dni pochmurne, ale dla naszych polityków kreujących naszą rzeczywistość energetyczną jest to argument nie do zrozumienia!
 
Więc dlaczego ich karać? I po co ograniczać?

Przecież jest masa przedsiębiorców, którzy do swojej produkcji potrzebują więcej energii. Mają zainstalowaną moc przyłączeniową dla swojej „czarnej” energii bardzo często wyższą niż 50 kW. Na przykład 500 kW, 2 MW i więcej. I oni mają dodatkowo na swoich wielkich halach wiele miejsca na fotowoltaikę. I chętnie wyprodukują sobie „zieloną energię”.

Przecież energia ze słońca jest produkowana w dzień, kiedy jest największe zapotrzebowanie na energię! I dodatkowo – lokalne instalacje wykorzystujące wyprodukowaną przez siebie energię natychmiast i na miejscu zmniejszają obciążenie linii energetycznych transportujących energię po całej Polsce (ze stratami na przesyle).

To samo dotyczy naszego typowego „Kowalskiego” (np. mnie, moich sąsiadów i Was wszystkich, którzy to czytacie).

Załóżmy, że Kowalski ma dach na swoim domu czy działce lub miejsce w ogródku na instalację fotowoltaiczną. Zużywa rocznie na swoje potrzeby np. 3.000 kWh. Wystarczyłoby, aby zamontował u siebie instalację o mocy 3 kWp, aby nie płacić rachunków za prąd.
Ale „Kowalski” jest człowiekiem zapobiegliwym i rozsądnym i myśli sobie dalej:
„Ja chcę również ograniczyć koszty ogrzewania i ciepłej wody, a może też jeździć samochodem elektrycznym, no i kiedy będę emerytem – chcę mieć wyższą emeryturę niż ta z ZUS-u. Więc zainwestuję w fotowoltaikę (z własnych oszczędności bądź z kredytu z banku).
I zainstaluję instalację o mocy np. 13 kWp. Koszt (dzisiaj) takiej instalacji to około 70.000 zł.

Ale – taka instalacja ma moc zainstalowaną powyżej ustalonych przez Rząd dla osób fizycznych limitów – 10kWp! Czyli:

  • nie dostanę dofinansowania (5.000 zł) z programu „Mój prąd”, bo instalacja jest większa niż 10kWp!
  • jeżeli ustawię instalację w moim ogródku na działce – to nie dostanę ulgi termomodernizacyjnej!
  • i na dodatek operator zabierze mi 30% z mojej produkcji „zielonej energii”!

I znowu – gdzie rozwiązania systemowe?

Wystarczyłaby ustawa:

  1. „Kowalski” może (sam lub z sąsiadami) uruchamiać produkcję energii ze słońca na swoim terenie lub dachu o takiej mocy, jaką lokalny system energetyczny jest w stanie przyjąć.
  2. Opłata dla operatora (PGE i inni) – 20% niezależnie od zainstalowanej mocy. Po prostu – sieć przyjmuje – to znaczy zużywa! Niech wtedy operator zacznie ograniczać zakupy w elektrowniach węglowych! Każdy Kowalski się na to zgodzi – bo to proste rozwiązanie i nie musi kupować akumulatorów do magazynowania energii. Kowalski ma więc zyski i motywację do takiego działania. A operatorzy mają „zieloną energię” i zabezpieczenie odpowiedniej jej ilości w sieci w okresie szczytowym. Bez konieczności transportowania jej z jednego końca Polski w drugi. Nie musząc budować nowych elektrowni węglowych (Ostrołęka) i rozbudowywać istniejących. Lepiej odkupić „zieloną energię” od Kowalskiego, który w ten sposób może mieć wpływ na wysokość swojej emerytury. Kowalski wtedy nie będzie musiał sprzedawać swojej nieruchomości, aby zapewnić sobie przyzwoitą emeryturę, ani też nie będzie uzależniony od ciągle nowych „pomysłów” naszych polityków w zakresie polityki emerytalnej.
  3. To samo – dla przedsiębiorców. Opłata powinna wynieść również 20%. Niezależnie od tego, czy zainstaluje sobie 10kWp, 50kWp, czy 500kWp.

Proste? Możliwe? Jakie zyski?

Środowiskowe? – Bezcenne!

  1. Ograniczamy produkcję energii z pieców paleniskowych, bo mamy w domu zbiornik wody użytkowej grzany energią ze słońca. Lub dodatkowo pompę ciepła do ogrzewania budynku czy mniejszego lokalu. Efekt – mniej kominów! Czyli czyste powietrze!
  2. Pobudzamy zmysł inwestycyjny „Kowalskiego”. Chętniej kupi pompę ciepła, aby ograniczyć wydatki na ogrzewanie. Chętniej kupi samochód elektryczny, jak będzie tankował „za darmo”. Nie będzie musiał palić w piecu, organizować węgla i paprać się w kotłowni. Lepiej dofinansować zakup pompy ciepła niż nowoczesnego „kopciucha”! Efekt – mniej spalin! Czyli czyste powietrze!
  3. Przestawiamy lokalne ciepłownie na energię ze słońca wspomaganą energią z gazu ziemnego (a w przyszłości biometanu z odpadów). Efekt – mniej kominów, mniej bioodpadów w środowisku! Efekt – czyste powietrze!

Biznesowe?

  1. „Kowalski” nawet jak nie jest urodzonym biznesmenem i nie ma oszczędności, to wykorzystując kredyt z banku zapewni sobie po okresie zwrotu inwestycji przyzwoitą (dodatkową) emeryturę pochodzącą z przychodów z wyprodukowanej w jego instalacji „zielonej energii”!
  2. Słońce świeci również na Śląsku i górnicy chętnie wezmą udział w takich inwestycjach! Jak się za to wszyscy weźmiemy, to węgiel nam przestanie być potrzebny.
  3. Przedsiębiorcy? Im nie trzeba nic sugerować. Wystarczy proste systemowe rozwiązanie. Opisane powyżej. A przedsiębiorcy zużywają najwięcej energii i największe korzyści dla środowiska da nam „zielona energia” wyprodukowana (i natychmiast wykorzystana) właśnie przez nich.
  4. No i inwestorzy. Oni tylko czekają na właściwe i proste rozwiązania systemowe! Farmy fotowoltaiczne? Biometanownie na odpady? Proszę bardzo!

Oczywiście rozwiązania systemowe – to nie tylko ustawy i rozporządzenia. Odpowiednie dofinansowanie instalacji produkujących „zieloną energię”, pomp ciepła, samochodów elektrycznych i odpowiednia dystrybucja środków na te cele uzdrowi nasze środowisko szybciej, niż się spodziewamy.
Oczywiście musimy zainwestować w nowoczesne, dedykowane bioodpadom instalacje, selektywną ich zbiórkę wraz z transportem najlepiej samochodami napędzanymi biogazem z tych bioodpadów.

Jeżeli będziemy mieli proste systemowe rozwiązania – to prywatni inwestorzy ustawią się w kolejce ze swoimi środkami, chcąc inwestować w najbardziej obiecujący i niezbędny kierunek rozwoju naszego i przyszłych pokoleń.

„Trzymając” się węgla, obrażając się na Unię Europejską i jej politykę klimatyczną pozbawiamy się środków pomocowych na cele środowiskowe i w konsekwencji będziemy wdychali to śmierdzące powietrze co najmniej do 2050 roku i umierali przedwcześnie…

A przecież Unia Europejska to my! To nasza Unia! Więc polityka klimatyczna też powinna być nasza wspólna. A my szukamy wrogów wśród przyjaciół…

Leszek Komarowski